Szczególne potrzeby, wspólna korzyść
Dlaczego uczelnia partnerska jest lepsza dla wszystkich?
Lepsza uczelnia to taka, w której zasady są jasne, przewidywalne i wprowadzone na zasadzie partnerskiej. Wówczas studia stają się czasem zdobywania kompetencji, a nie czasem testowania odporności na chaos.
Prace przysłane na konkurs plastyczno-filmowy „Akcja RRR” sygnalizują miejsca, w których „system pęka” – nagły brak słów, obojętność z jaką przechodzimy gdy „empatii nie znaleziono”, uzasadnienie agresji zdaniem „to tylko żarty”. Świadczą one o realnym koszcie systemowych niedociągnięć. Są też opisem doświadczeń proceduralnych, powstałych w wyniku zderzenia osób studiujących z uczelnią.
W dalszej części tekstu podam dwa przykłady zainspirowane pracami ze wspomnianego konkurs. Na tej podstawie pokażę, że sposób w jaki los się przytrafia przyczynia się do istotnych obciążeń proceduralnych – tj., kosztów, które trzeba spłacić za pomocą wszelkiego rodzaju kapitałów, które da się wykorzystać w danym scenariuszu. Potem przyjrzę się mitowi „roszczeniowości” i pochylę się nad tytułową problematyką za pomocą trzech kategorii z filozofii polityki: NIE-DOMINACJA, RÓWNOŚĆ W UCZESTNICTWIE, INTERSEKCJONALNOŚĆ. Dzięki takiej kolejności początkowe rozważania zasygnalizują pola interakcji między uczelnią a jej uczestnikami (tj., osobami z niej czerpiącymi i od których ona czerpie). Na podstawie tak zasygnalizowanych pól interakcji przejdę do wprowadzenia kategorii analitycznych i przedstawienia sposobów rozwiązywania opisanych konfliktów.
Wersalikiem wprowadzam terminy, których definicje przywołałem lub doprecyzowałem w ramach niniejszego tekstu. Należy je rozumieć w kontekście całości przedstawionego tu tekstu, a nie w znaczeniu potocznym lub spotykanym u innych autorów.
Dwie historie
„Empatii nie znaleziono”
Osoba studiująca, młoda i zdrowa zaczyna nowe studia. Robi wszystko na bieżąco i ze wszystkim daje sobie radę. W środku semestru ulega wypadkowi, łamie rękę i musi uczestniczyć w kilkutygodniowej rehabilitacji. Nie może pisać. Wnosi o alternatywną formę zaliczenia. Odpowiedź przedstawiciela uczelni brzmi „zobaczymy”. Nie padają przy tym konkretne argumenty, kryteria czy informacje, co dalej. W dniu egzaminu nasza bohaterka dostaje informację, że będzie mogła podejść do ustnego zaliczenia. Brak przewidywalności w regułach gry wywołuje u tej osobie dodatkowy, niepotrzebny stres. Nie chodzi tu nawet o akt złej woli – wystarczy, że procedury są niejasne. Sam stan niepewności może więc prowadzić do pewnych kosztów społecznych.
„Przerwanie”
Osoba studiująca, która jest też opiekunem małoletniego dziecka, zgadza się na termin oddania projektu zespołowego (powiedzmy: piątek, godz. 23:59). W czwartek jej dziecko ma wysoką gorączkę. Noc spędza więc na ostrym dyżurze i poszukiwaniu leków w aptekach. Prosi o przedłużenie terminu o 48 godzin. Słyszy, że „zasady są dla wszystkich”. Tymczasem zasady nie są dla wszystkich, jeśli ignorują one realia WYJĄTKOWYCH SYTUACJI, które napotkamy. Wtedy nasze zasady przeinaczają się w karę, która w tym przypadku dotyka też innych członków zespołu. W takiej sytuacji wymagania merytoryczne można by utrzymać, a dostosować tylko sztywną procedurę. Gdy procedura nie ma jawnych wyjątków, osoby w splocie kryzysów muszą wręcz doszukiwać się niepisanych zasad, aby rozpoznać zasady działania obiegu nieformalnego, który wtedy tymi wyjątkami zarządza. Takie doszukiwanie się ukrytych zasad dotyczy w szczególności osób w splocie kryzysów, które wiedzą, że obycie w nieformalności z pewnością im się przyda przy następnym kryzysie. Świadczy to o nierównym rozłożeniu obciążeń proceduralnych.
Te przykłady pokazują, że problemem nie jest domaganie się przywilejów, lecz raczej brak reguł, które by rozdzielały meritum od procedury. Ta niejasność sprawia, że wsparcie udzielane osobom w największej potrzebie będzie nieadekwatne do ich potrzeb.
Roszczeniowość
Osoby studiujące muszą negocjować zasady uczestnictwa w procesie kształcenia, będąc w relacji, w której to druga strona ma władzę. Relacje DOMINACJI właściwe dla powiązań między człowiekiem a instytucją nakładają się na nierówne uczestnictwo w budowaniu tych instytucji i zasad rządzących daną relacją. Ponadto trzeba uwzględnić nierówne rozłożenie obciążeń proceduralnych. W tym sensie procedury partnerskie można rozumieć jako infrastrukturę relacyjną, która wspiera wszystkich, a nie tylko jednostki.
Dlatego w tym tekście mówię o WYJĄTKACH, a nie o „specjalnym traktowaniu”. WYJĄTEK może trwać tydzień (grypa w sesji), semestr (rehabilitacja), czy dłużej (opieka nad bliskimi). WYJĄTEK może wracać falami (zdrowie psychiczne). Dla niektórych WYJĄTEK trwa całe życie.
Tak zwany normalny student jest wygodną, fikcyjną konstrukcją. Nikt nie spełnia wszystkich kryteriów bycia „normalnym”. Uczelnia partnerska to taka, która udziela wsparcia dzięki procedurom.
Oś konfliktu
WYJĄTKI są często błędnie utożsamiane z roszczeniami. Osoby domagające się dostosowania środowiska do swoich potrzeb są traktowane jak petenci – z góry, pobłażliwie. To element wpisany w szerszy trend, o którym świadczy chociażby mit welfare queen, głoszący, że osoby przynależne do podklasy społecznej (ang. underclass[i]) to tak naprawdę „szkodnicy”[ii], wykorzystujący dobre serce społeczeństwa. Tymczasem fakty temu przeczą – przykładem osoby w kryzysie bezdomności, które w imaginarium społecznym „żyją z zasiłków”[iii]. Tymczasem opracowania naukowe pokazują, że sytuacja jest bardziej złożona, a źródła dochodu rozporządzalnego takich osób są mocno zróżnicowane[iv].
W dalszej części tekstu posłużę się trzema kategoriami z nauk społecznych. Pettit nazywa DOMINACJĄ sytuację, w której ktoś, wedle własnego uznania, może ingerować w czyjeś życie – nawet jeśli decyduje się nie korzystać z tej możliwości[v]. Fraser z kolei kwestionuje istnienie realnej RÓWNOŚCI obejmującej możliwość udziału w procesach społecznych (participatory parity)[vi]. Crenshaw zauważa, że SPLOT BARIER nie jest sumą barier – rozwiązania kierowane do pojedynczych aspektów życia społecznego w istotny sposób ograniczają skuteczność udzielanego wsparcia. Ludzie znajdują się bowiem w złożonych sytuacjach, które wymagają złożonych rozwiązań[vii]. Uczelnie partnerskie minimalizują zależność od czyjejś łaski czy politowania.
Wolność jako NIE-DOMINACJA i arbitralność instytucji
Tradycja republikańska widzi w wolności brak DOMINACJI. Człowiek jest wolny wtedy, kiedy inne podmioty nie mogą bez jego zgody ingerować w jego osobę[viii]. Taką wolność ogranicza nie tylko czyn, ale też jego potencjalne zaistnienie. Sama możliwość uznaniowego wykorzystania możliwości ingerencji, w którym nikt tej władzy nie rozlicza, jest już w tym ujęciu problematyczna. W tym rozumieniu DOMINACJA w uczelni jest niejawna – przybiera formę pajęczyny nieformalnych relacji. Odnajdywanie się w tej pajęczynie jest przymusem dla osób, które wiedzą, że będą musiały korzystać z WYJĄTKÓW.
Tak rozumiana definicja zakłada, że „sfera publiczna” nie kończy się na rządzie i urzędach. Obejmuje też sytuacje, w których zorganizowana siła jednej grupy może kształtować sposób, w jaki aktorzy i grupy wchodzą w interakcję poza formalnym procesem decyzyjnym, który – wydawałoby się – jest właściwym przedmiotem konfliktowości. Wolność jako NIE-DOMINACJA widzi więc uzasadnienie dla interwencji wszędzie tam, gdzie instytucjonalny układ sił pozwala jednej stronie zawłaszczyć sobie jestestwo instytucjonalności. Takie zawłaszczenie może być bezpośrednie. Może też do niego dochodzić, za pośrednictwem kontroli organizacji odpowiedzialnych za kluczowe funkcje społeczne. Stąd WOLNOŚĆ OD UZNANIOWOŚCI oznacza uwypuklenie relacji władczych poprzez ustanowienie odpowiednich praw.
Temu ujęciu warto przeciwstawić tradycję poststrukturalną i krytyczną. U Foucaulta władza jest pewną cechą relacji, którą trudno odnaleźć w konkretnej osobie czy roli. Jest zasobem, wynegocjowanym w ramach odegranych formalnych i nieformalnych gier, praktyk i konfliktów[ix]. U Fraser i Butler podobny nacisk pada na to, że DOMINACJA może przejawiać się w samych regułach rozgraniczających rzeczy, którym należy się uznanie od tych które nie uznajemy, a nawet na poziomie przyjętej społecznie „oczywistości” rozgraniczającej formalne od nieformalnego[x]. Pewnym wspólnym punktem jest konieczność ujawnienia reguł gry i udostępniania ścieżek zakwestionowania podjętych decyzji.
A zatem przez DOMINACJĘ rozumiemy relację z władzą opartą na uznaniowości. NIE-DOMINACJA jest jej przeciwieństwem: sytuacją, w której ingerencja podlega regułom, kontroli, i ścieżce odwoławczej. Wprowadzamy tę kategorię, aby stanowić o pewnym rozgraniczeniu – tudzież demarkacji, tj. o pewnej osi konfliktu. Klasyczne rozumienie tego pojęcia wolność przeciwstawia zależności od dominus. Współcześnie oś konfliktu przygląda się relacji między człowiekiem a instytucjami publicznymi[xi]. W praktyce oznacza to, że relacje dominacji znajdziemy tam, gdzie aktorzy we wspólnej grze mogą wpłynąć na istotne elementy losów innych aktorów wedle swojego niekontrolowanego uznania.
Definicję DOMINACJI jako możliwości arbitralnej ingerencji wzbogaca się o podkreślenie, że sednem wyrównania relacji jest ograniczenie uznaniowości, a nie likwidacja zależności[xii]. W praktyce oznacza to, że badając zasady współżycia społecznego znajdziemy relacje DOMINACJI. Tam, gdzie aktorzy naszej wspólnej gry mogą wpłynąć na losy innych aktorów wedle swojego uznania, znajdziemy treść współczesnych konfliktów. Oznacza to także, że wieloistancyjność jest oczywistym i zalecanym rozwiązaniem, które powinno prowadzić do ograniczenia uznaniowości w dowolnym systemie.
Dobór tej kategorii nie odnosi się w żaden sposób do sporów kulturowych. Mówimy o NIE-DOMINACJI w ograniczonym sensie – jako narzędziu do oceny jakości instytucji. Uczelnia nie jest co prawda państwem, ale jej jestestwo przyczynia się do kształtu i przebiegu w relacjach władzy, które zmieniają losy żywych jednostek. W tych relacjach uznaniowość bywa formą dominacji.
RÓWNOŚĆ W UCZESTNICTWIE jako wyznacznik sprawiedliwości
Kolejną kategorią, jest RÓWNOŚĆ W UCZESTNICTWIE (ang. participatory parity)[xiii]. Osią konfliktu jest relacja między człowiekiem a ośrodkiem decyzyjnym. Czy reguły gry dopuszczają osobę do uczestnictwa w procesie decyzyjnym stanowiącym reguły gry odnoszące się do praktyk, których losem jest KAPITAŁ danego pola społecznego? W odniesieniu do uczelni pytanie brzmi: czy procesy decyzyjne definiujące sposób uczenia się i zaliczania włączają wszystkich? Czy istnieje realna możliwość uczestnictwa na podstawie równych praw?
Taka RÓWNOŚĆ nie prowadzi do identycznego traktowania. Wymaga za to, aby osiągnięcie jakiegoś celu było możliwe, niezależnie od czynników zewnętrznych, a nie właściwych jedynie dla KAPITAŁÓW o które toczy się gra w danym polu społecznym[xiv]. Wymaga również, aby rozdzielić przestrzeń sztywnej gry merytorycznej od wielowariantowej procedury. RÓWNOŚĆ w sensie formalnym jest niewystarczająca, wymagana jest RÓWNOŚĆ FUNKCJONALNA. Bez poświęcenia standardów merytorycznych, należy dopuścić tyle równoważnych procedur wykazania kompetencji, na ile zasoby pozwalają.
Nie jest to jednak proste. Sam dostęp do informacji jest problematyczny (tj. katalog procedur czy scenariuszy zarządzających relacją między osobą studiującą a uczelnią). Uczymy się relacji z uniwersytetem w miarę tego jak wchodzimy w sytuacje, które wymagają abyśmy się tych relacji nauczyli. Niektórzy robią to lepiej, inni gorzej. Ten czynnik nie powinien przeważać nad innymi.
SPLOT BARIER
Trzecią osią konfliktu, która nas interesuje, jest relacja między osobą wykluczoną a procedurami. Sama procedura bowiem, nie wystarczy, aby nieść wsparcie osobie, która zmaga się z wykluczeniem wynikającym z kilku źródeł. Już koszt odnalezienia się w procedurach może być dla takiej osoby zbyt duży.
Koszt oraz liczba wykluczeń, to tylko pewne punkty odniesienia w dyskusji. Najważniejszym i głównym czynnikiem jest tutaj zrozumienie, że błędem jest założenie, iż osoba w kryzysie ma kryzys tylko w jednym miejscu naraz. Choroba alkoholowa może się łączyć ze stanem bezdomności; stan bezdomności, z depresją; a depresja, z doświadczeniem dyskryminacji związanej z tożsamością płciową. Osoba, która potrzebuje pomocy może nie być w stanie przyjąć pomocy w postaci, w jakiej komisja projektowa sobie tę pomoc wyobraża. Ten konflikt daje nam do zrozumienia, że nawet przy treści, która jest merytoryczna, jej forma musi być elastyczna.
Logika, wedle której uczelnia, w drodze WYJĄTKU, przyznaje osobom potrzebującym wsparcie, jest mitem. Uniwersytet nie wyświadcza przysługi, lecz dba o jakość nauki, stoi na straży dostępu do elit i pełni ważną rolę w legitymizacji systemów, które nas otaczają. Spełniając tą rolę, musi przyczynić się do aktywizacji osób wykluczonych.
Student musi sam diagnozować problem i znaleźć właściwy kanał jego rozwiązania, pilnując zarazem terminów formalnych. Nie jest to optymalne. Ta praca organizacyjna – nierównomierne rozłożona – sprawia, że ci, którzy mają więcej zasobów proceduralnych w większym stopniu czerpią korzyść z bycia na uczelni.
Procedury wieloetapowe, z elementami uznaniowymi i niejawnymi kryteriami są kosztowne. Nie mówiąc już o scenariuszach, w których należy sprawę załatwić nieformalnie
Koszt uznaniowości
Rozdzielenie elementów merytorycznych od proceduralnych jest kluczową osią konfliktu, którą trzeba obserwować. Może się wydawać, że tu nieuchronnie powstaje dodatkowy koszt. Należy jednak pamiętać, że system oparty na uznaniowości tez tworzy koszt.
Uznaniowość przyczynia się do niepewności, niepewność, do negocjacji, negocjacje do eskalacji, eskalacje generują koszty administracyjne i konflikty. Rozumowanie studenta jest więc następujące: jeśli nie mam pewności, czy uda mi się coś wywalczyć, to spróbuję to wywalczyć – w szczególności w sprawach, o których wiem, że są proceduralne, będę chciał walczyć o swoje. To bowiem niesprawiedliwe, abym cierpiał za coś, co nie ma związku z elementem merytorycznym mojej relacji z uczelnią.
W przedstawionym ujęciu partycypacyjnym decyzje i rozstrzygnięcia mają większą legitymizację. Na poziomie empirycznym procesy postrzegane jako sprawiedliwe znajdują większą akceptację[xv]. Z kolei koszt poznawczy dla studentów – którzy nie są w stanie z powodu braku zasobów proceduralnych prosić o wsparcie wcześnie i głośno – prowadzi do sytuacji, w których ich sytuacji nie da się już szybko i sprawnie poprawić.
Jak to zrobić?
Napisałem powyżej, że uczelnia partycypacyjna powinna chronić merytoryczne standardy. Na poziomie operacyjnym można to zrobić niskim kosztem, przy wykorzystaniu istniejących struktur. W następującej części zaproponuję rozwiązania zainspirowane literaturą universal design.
Jawne kryteria i tryb odwoławczy
Decyzje, które w istotny sposób wpływają na przebieg lub stan relacji studenta z uczelnią, powinny mieć kryteria jawne i jasne, a także być odpowiednio uzasadnione. Pytanie, czy nie doprowadziłoby to do uciszenia głosów wskazujących na rażące braki merytoryczne. Nie musi. Braki formalne to jedno, ale braki merytoryczne, odpowiednio uzasadnione, w oczywisty sposób i bez żadnej dodatkowej pracy prowadzą do konsekwencji dla osoby studiującej, której dana decyzja dotyczy. Ponadto, sprawdzanie poziomu merytorycznego osób studiujących jest istotą pracy kadry dydaktycznej, a przynajmniej tak być powinno.
Warunkiem ograniczenia DOMINACJI jest funkcjonowanie trybu odwoławczego, który nie konfliktuje osób studiujących z kadrą uczelni.
Katalog adaptacji proceduralnych
Uczelnia powinna zbadać, odkryć i stworzyć katalog adaptacji proceduralnych, który powinien być udostępniony wspólnie z kryteriami oceny merytorycznej. Niemniej jednak, nowe sytuacje powinny prowadzić do opracowania nowych elementów, które powinny uzupełnić katalog adaptacji proceduralnych.
Głównym wyznacznikiem uporządkowania katalogu powinien być czas, a w tym przypadku harmonogram działań. Drugim – forma demonstracji kompetencji. Trzecim – tryb uczestnictwa, czyli sposób, w jaki można nową potrzebę zgłaszać.
Oddzielenie standardu od procedury jako narzędzie lepszego nauczania
Przedstawiciele uczelni rozstrzygają o spełnieniu kryteriów merytorycznych, a procedura rozstrzyga o warunkach ich spełnienia. Tam, gdzie kadra nie jest w stanie sobie radzić z wyjątkowymi potrzebami niektórych studentów, zgłasza ten fakt administracji i to administracja prowadzi rachunek, aby zapewnić możliwie szeroki wachlarz sposobów zaliczania czy sposobów wejścia w interakcję z organizmem uczelni.
Dostępność materiałów i kanałów partycypacji
Dostępność materiałów jest częścią infrastruktury dydaktycznej. Należy korzystać z formatów, w których można dokonać przeszukiwania (popularna funkcja „ctrl+F”). Uczelnia powinna utrzymywać jedno repozytorium informacji potrzebne do zaliczania przedmiotów – należy uniknąć sytuacji, w których trzeba pytać się starszych roczników o notatki, czy nawet o poziom egzaminów.
Możliwość uczestnictwa w zajęciach powinna mieć co najmniej dwie formy: synchroniczną i asynchroniczną. Dostępność i czas przejazdu nie odgrywają wówczas tak kluczowej roli. Jest to ważne zwłaszcza dla osób mieszkających z dala od uczelni.
Polityka terminów
Harmonogram powinien zapobiegać spiętrzeniu koniecznych działań w krótkim czasie. Prawdą jest, że student wiele rzeczy oddaje „tuż przed terminem” – czy to w ramach zaliczenia czy na konferencję. Istnieją jednak sposoby na takie zaprojektowanie kolejności działań, aby maksymalnie obniżyć prawdopodobieństwo „przeciążenia kalendarza”.
Normy komunikacji
Uczelnia powinna egzekwować i mierzyć czas odpowiedzi w różnych procedurach. Ważne jest, aby odbywało się to publicznie i obejmowało zarówno administrację jak i nauczycieli akademickich, wszystkich w rolach decyzyjnych.
Wdrożenie tych rozwiązań będzie istotnym ułatwieniem, które należałoby uzupełnić o zaprojektowanie procesów zmiany reguł gry tak, aby partycypacja nie doprowadziła do reprodukcji początkowo zaistniałych wykluczeń.
Władczość
Uczelnia partycypacyjna traktuje osoby studiujące i pracujące jako współautorów decyzji instytucjonalnych. Jest to przesunięcie od modelu „usług świadczonych studentom i pracownikom” do modelu „instytucji współtworzonej ze studentami i pracownikami”[xvi]. Procesy decyzyjne muszą być jawne i osoby zajmujące odmienne pozycje w strukturze uczelni muszą posiadać porównywalną zdolność wpływania na proces decyzyjny.
Partycypacja nie jest tożsama z otwartością[xvii] – następuje w niej redystrybucja uprawnień decyzyjnych i uwagi instytucjonalnej w kierunku osób wykluczonych, które nie mogą wyrazić swojego zdania w ramach struktur uniwersyteckich. Jest to ważne rozróżnienie, bowiem procesy decyzyjne mogą być otwarte co do uczestnictwa biernego i czynnego, a zarazem wykluczyć na nowo i w nowy sposób. Wykluczenia te wynikają z uprzywilejowania osób z nadwyżką czasu, obeznanych z procedurami uniwersyteckimi, oraz osób bliskich tej instytucji.
Partycypacja polega zatem na zarządzaniu pewnym gradientem uczestnictwa, który oznacza systematyczne zmniejszanie się uczestnictwa i wpływu na procesy decyzyjne[xviii] wraz ze wzrostem dystansu społecznego, ekonomicznego, językowego oraz instytucjonalnego wobec ośrodków władzy[xix].
Słowo końcowe
Uczelnia partycypacyjna to forma, która optymalnie redukuje uznaniowość w relacjach między osobami reprezentującymi instytucję a jej uczestnikami.
Kategoria NIE-DOMINACJI wskazuje na koszt, który nam przysparza uznaniowość jednostek w ramach systemu. RÓWNOŚĆ W UCZESTNICTWIE prowadzi nas do zrozumienia, że należy włączać zainteresowanych w procesy decyzyjne. INTERSEKCJONALNOŚĆ wymaga zrozumienia SPLOTU BARIER. Na poziomie projektowym problemy, które uwydatniają te trzy narzędzia, można rozwiązać w ramach spójnego projektu wdrożeniowego, który domaga się, aby każdy miał możliwość wykazania się i zaistnienia w szeroko pojętej przestrzeni uczelnianej.
[i] F. Robinson, N. Gregson, The „Underclass”: a class apart?, „Critical Social Policy” 1992, t. 12, nr 34.
[ii] D. M. Dow, Negotiating “The Welfare Queen” and “The Strong Black Woman”: African American Middle-Class Mothers’ Work and Family Perspectives, „Sociological Perspectives” 2015, t. 58, nr 1.
[iii] A. M. Burak, A. Ferenc, Defining and measuring of homelessness. Poland, „Problemy Polityki Społecznej Studia i Dyskusje” 2021, t. 52.
[iv] I. Staszkiewicz-Grabarczyk, (The invisible) image of homelessness, „Rozprawy Społeczne” 2023, t. 17, nr 1.
[v] P. Pettit, Freedom as Antipower, „Ethics” 1996, t. 106, nr 3.
[vi] N. Fraser, Rethinking the Public Sphere: A Contribution to the Critique of Actually Existing Democracy, „Social Text” 1990, nr 25/26.
[vii] K. Crenshaw, Demarginalizing the Intersection of Race and Sex: A Black Feminist Critique of Antidiscrimination Doctrine, Feminist Theory and Antiracist Politics.
[viii] P. Pettit, Freedom as Antipower…
[ix] M. Foucault, The Subject and Power, „Critical Inquiry” 1982, t. 8, nr 4.
[x] J. Butler, Critically Queer, „GLQ: A Journal of Lesbian and Gay Studies” 1993, t. 1, nr 1; N. Fraser, Rethinking the Public Sphere…
[xi] P. Pettit, Freedom as Antipower…
[xii] F. Lovett, Republicanism [w:] The Stanford Encyclopedia of Philosophy, red. E. N. Zalta, U. Nodelman, Stanford University, 2022.
[xiii] N. Fraser, Rethinking the Public Sphere…
[xiv] P. Bourdieu, The Forms of Capital [w:] Handbook of Theory and Research for the Sociology of Education, red. J. G. Richardson, tłum. R. Nice, New York, 1986.
[xv] E. A. Lind, T. R. Tyler, The Social Psychology of Procedural Justice, “Critical Issues in Social Justice”, Boston 1988.
[xvi] L. Mercer-Mapstone i in., A Systematic Literature Review of Students as Partners in Higher Education, „International Journal for Students as Partners” 2017, t. 1, nr 1.
[xvii] S. R. Arnstein, A Ladder Of Citizen Participation, „Journal of the American Institute of Planners” 1969, t. 35, nr 4.
[xviii] C. F. Karpowitz i in., Gender Inequality in Deliberative Participation, „American Political Science Review” 2012, t. 106, nr 3.
[xix] H. E. Brady i in., Beyond SES: A Resource Model of Political Participation, „American Political Science Review” 1995, t. 89, nr 2.